Sąd uniewinnia australijskiego biohakera z chipem podróżnym wszczepionym do ciała

Po zmianie nazwiska w 2016 roku, nazywa się Meow-Ludo Disco Gamma Meow-Meow. Ale zmiany życiowe australijskiego wynalazcy z Nowej Południowej Walii na tym się nie skończyły. Rok później wszczepił chip z elektronicznej karty ustnej w grzbiet dłoni, z którego pasażerowie transportu publicznego w Sydney płacą za podróż. Potem zaczęła się zupełnie inna historia.

Teraz, według Meow-Meow, nie musi się martwić o utratę karty. Aby zapłacić za przejazd autobusem lub metrem, wystarczy, że przyłoży rękę do skanera. Przez kilka miesięcy nie było żadnych problemów, aż w sierpniu 2017 roku został ukarany przez kontrolera mandatem za nieprzedstawienie biletu Meow-Meow. Pomimo tego, że na karcie były pieniądze, kontroler odmówił ich odczytania „z ręki”. Sprawa trafiła do sądu.

W marcu tego roku sędzia uznał biohakera za winnego, ale powiedział, że odmówił zapłacenia grzywny i ukarania. Jednak sąd nalegał sam, nakazując Meow-Meow zapłacenie grzywny w wysokości 220 dolarów plus dodatkowe 1000 dolarów na pokrycie kosztów prawnych. Stanowisko prokuratury wynikało z faktu, że użytkownicy karty Opal zgodnie z umową nie mają prawa jej „zepsuć lub zmienić”.

Nie zgadzając się z decyzją sądu, Meow-Meow odwołał się do Sądu Okręgowego. W tym tygodniu odbyła się ponowna rozprawa, w której sędzia Dina Yehia stanęła po stronie biohakera, uchylając grzywnę w wysokości 220 USD. Kierowała się faktami, że Meow uczciwie zapłacił za swoje wyjazdy, nie ma historii poprzednich zbrodni, a sama sprawa nie ma charakteru kryminalnego.

Z kolei Meow-Meow twierdzi: płatność przez dłoń jest taka sama, jak ze smartfona. Ponadto jest przekonany o rychłej masowej implantacji wiórów. Swoje stanowisko nakreślił zdaniem:

„Po prostu opracowana przeze mnie technologia wyprzedza prawo”.